Archiwum kategorii: Indie 2011

Wakacje w Indiach 2010/2011

My moment is waiting

Planowanie podróży jest prawie tak samo ekscytujące jak sama podróż. Czytanie przewodników, przeglądanie 
stron internetowych, oglądanie map daje nam przedsmak tego, co czeka nas wkrótce. A najfajniejsza jest wolność wyboru, niczym nieskrępowana możliwość odwiedzenie tych miejsc na jakie ma się ochotę i pozostania tam tak długo, jak się zechce.

Po 3 podróżach do Ameryki, zdecydowaliśmy, że tym razem odwiedzimy Azję. Wybór padł na Indie, trochę przypadkowo, głównie ze względu na sprzyjającą o tej porze roku pogodę. Kilka dni spędzimy na północy odwiedzając takie oczywiste miejsca jak Agrę, Jaipur i Waranasi, ale głównym celem podróży jest południe i Kerala, być może najpiękniejsza część Indii. Podróż już się zaczęła na kartach przewodnika, stronach internetowych i mapach. Co będzie dalej, zobaczymy. My moment is waiting.

Delhi

Dużo wrażeń, nie wiem od czego zacząć…

Old Delhi
Old Delhi

Może od początku i najmilszej dotychczas niespodzianki tej podroży: dostaliśmy od Lufthansy w prezencie darmowy upgrade i polecieliśmy do Delhi Business Class. Czyli lampka szampana na powitanie, chmara stewardess kręcących się koło nas, trzydaniowy obiad wybierany z karty, podawany na obrusie w prawdziwych naczyniach, a do tego szeroki wybór alkoholi. A przede wszystkim ogromny, rozkładany i regulowany na wszystkie strony fotel z masażem i więcej miejsca na nogi niż potrzebuję. Już się przyzwyczaiłem, nie wiem jak będzie w drodze powrotnej, raczej trudno liczyć na ponowny uśmiech losu.

Z drugiej strony mam też największe rozczarowanie – pogoda. Spodziewałem się co prawda, że tutaj, na północy Indii, o tej porze roku nie będzie upałów, ale jest po prostu chłodno – chmury, w czwartek od czasu do czasu coś pokropiło, w piątek wyszło nieśmiało słońce, ale wciąż jest zaledwie ok. 15ºC. Ciepło, w porównaniu z tym, co zostawiliśmy w Polsce, ale zimno wg mojej normy. No trudno, jakoś wytrzymamy te kilka dni, a potem lecimy na południe, gdzie temperatury powinny być zdecydowanie wyższe.

Old Delhi, ryksze na ulicy
Old Delhi, ryksze na ulicy

Niewiele brakowało, a na tytuł największego rozczarowania zasłużyłoby sobie samo Delhi. Przywitało nas tutaj nowe lotnisko, a potem szeroka autostrada prowadząca do miasta. Wszystko jak w Europie, przygotowane na niedawno zakończone Commonwealth Games. Na szczęście wszystko szybko wróciło do normy i Indie znowu pokazały mi swoje egzotyczne oblicze, które znam z poprzedniej swojej wizyty. Kraj egzotyczny, pełen gwaru i ludzi najróżniejszych wyznań – hindusów, muzułmanów, buddystów, dżinistów, sikhów i wielu innych, którego kultura i atmosfera jest zupełnie obca, czasem przerażająca, ale jeszcze bardziej fascynująca. Na ulicy, oprócz ludzi, spotyka się mnóstwo zwierząt i najróżniejszej proweniencji, niemiłosiernie trąbiących pojazdów – od ryksz poprzez wozy ciągnięte przez zwierzęta,