Cantabria i Asturias

Santander

Santander
Santander

Kiedyś, zanim jeszcze zaczęła się moja fascynacja kulturą iberyjską, uważałem, że Hiszpania to flamenco, słońce i kretyńskie zabawy z bykami, słowem: Andaluzja. Dopiero później, gdy pojechałem do Kraju Basków, a potem do Galicji przekonałem się, jak piękna, różnorodna i fascynująca jest północna Hiszpania. Nie dziwię się, że Hiszpanie tam właśnie, a nie na Costa Jakaś-Tam spędzają swoje wakacje. Wybrałem się więc ich śladem i wylądowałem w Santander, stolicy regionu Cantabria.

No cóż, mogłem wylądować lepiej. Santander nie ma w sobie nic porywającego. Fajnie jest przespacerować się promenadą wzdłuż zatoki i plaży, aż na Półwysep Magdaleny, na końcu którego znajduje się pałac o tej samej nazwie. Jeszcze lepiej spędzić czas w barach i restauracjach, koniecznie próbując świetnych owoców morza. Ale zaraz potem spokojnie można, bez większego żalu, opuścić to miasto.

Santillana del Mar

 

Santillana del Mar
Santillana del Mar

To przepiękne, znakomicie zachowane, średniowieczne miasteczko znajduje się 30 km na wschód od Santander. Warto zatrzymać się na noc, ponieważ swoje prawdziwe piękno pokazuje wieczorem, gdy odjedzie ostatni autokar z turystami. Można wtedy spokojnie zwiedzić romański klasztor z XII w., pospacerować pięknymi, pustymi uliczkami, zjeść kolację w którejś z licznych knajp, a potem przespać się w hotelu, w kilkusetletniej kamienicy.

To jednak nie urok miasteczka przyciąga w te okolice rzesze turystów, ale znajdująca się niedaleko jaskinia Altamira, “Kaplica Sykstyńska epoki paleolitu”. To tutaj, kilkanaście tysięcy lat temu, ktoś postanowił uwiecznić sceny z codziennego życia ówczesnych ludzi i dzięki temu możemy oglądać dzisiaj na suficie jaskini obrazy przedstawiające bizony, jelenie czy konie. Precyzja i piękno tych rysunków nawet dzisiaj robią ogromne wrażenie. Szkoda tylko, że prawdziwa jaskinia jest niedostępna do zwiedzania i pozostaje nam jedynie jej wierna replika.

Oviedo

 

Oviedo, ulica cydru
Oviedo, ulica cydru

Słynny film Woody’ego Allena równie dobrze mógłby nosić tytuł “Vicky Cristina Oviedo” bo to właśnie do stolicy Asturias Bardem zabiera samolotem obie, dopiero co poznane w knajpie, panienki. Nic więc dziwnego, że wdzięczni mieszkańcy ufundowali reżyserowi pomnik, nie zrażając się faktem, że na plakacie zabrakło nazwy ich miasta. Może to i lepiej, bo dzięki temu to urocze miejsce ominęły hordy turystów, za którymi zawsze podąża tandeta, zgiełk i wysokie ceny.

Moja podróż do Oviedo była nie mniej ekscytująca, chociaż z zupełnie innego powodu. Zaplanowałem, że dojadę tam z Santillana del Mar autobusem, ale niestety strajk kierowców wszystko popsuł. Musieliśmy wrócić do Santander i dopiero wieczorem dojechaliśmy do Oviego pociągiem. Pech, ale kryzys mocno daje się Hiszpanom we znaki, pierwszy raz tak wyraźnie to zobaczyłem właśnie w czasie tej podróży.

Kryzys jednak nie przeszkadza Hiszpanom dobrze się bawić. Bary w Oviedo pełne były ludzi. Odwiedziliśmy parę z tych barów, zatrzymując się nieco dłużej na Ulicy Cydru, gdzie królował ten napój jabłkowy, z którego słynie Asturias. Kelnerzy nalewają go trzymając butelkę wysoko nad głową, a kufel nisko przed sobą. Nic więc dziwnego, że w czasie tej ceremonii mnóstwo cydru się wylewa co sprawia, że cała okolica przesiąknięta jest charakterystycznym zapachem.

Oviedo
Oviedo

Oviedo ma dużo więcej uroku niż Santander. Akurat trafiliśmy na Boże Ciało, więc mieliśmy okazję zobaczyć podobne uroczystości jak te, widziane wcześniej w Galicji.

Bardzo ładne jest również całe stare miasto. Szkoda, że przez problemy z transportem straciliśmy sporo czasu i nasze zwiedzanie musieliśmy ograniczyć do pobieżnego spaceru po centrum.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *